Rozmaryn, brzoskwinia i odrobina bezczelności
Czy śniadanie może być jak niezapomniany, zmysłowy dotyk?
Może, ale tylko przy własnoręcznie przygotowanej focacci z mnóstwem złocistej oliwy, rozmarynem i kryształkami soli.
Ja zrobiłam ją w dwóch odsłonach.
Chodź spróbować ❣️
🎶 Kocham gotować przy muzyce, a do robienia focacci nic nie pasuje lepiej niż „Lujon” Henryego Mancini.
Dłonie zanurzają się w miękkim cieście, ugniatając je, naciskając. Jest w tym rytm, ciepło i aksamitna elastyczność, która poddaje się powolnym ruchom.
Obfity chlust oliwy, złocistej, pachnącej, rozlewającej się po całej powierzchni ciasta – focaccia masowana oliwą nabiera życia. Potem, już w piekarniku rumieni się, pachnie, a w całym domu unosi się zapach rozmarynu i chleba.
To na początek. ❤️ Bo w finale czeka eksplozja smaków, kolorów, temperatur i struktur w dwóch opcjach do wyboru.
🍑 Pierwszą foccacię podałam z brzoskwiniami pieczonymi w maśle i miodzie. A kiedy te spotykają się z nieco ostrym smakiem gorgonzoli, słonymi pistacjami i rozmarynem – smaki wirują w ustach intensywnie, a nawet odrobinę bezczelnie. Słodycz, ostrość, ciepło, sól, głębia i kontrast – aż kręci się w głowie.
Drugą wersję zrobiłam subtelną, ale równie kuszącą. Pieczony czerwony burak, połączony ze świeżymi malinami a do nich smażony serek włoski. Słodycz pogłębia syrop z kwiatów czarnego bzu. Tu smak jest spokojniejszy, miękki, wręcz czuły. Koi i pozwala zatrzymać się na dłużej.
🧡 Dwie odsłony smaku, który dotyka – intensywnie albo delikatnie. Jeden rozpala zmysły, drugi daje ukojenie.
